Oto powód, oczywiście nie jedyny, dla którego warto zainwestować w ogródek, nawet w wersji mini, balkonowy. O ile cukinię w sezonie, i poza, można dostać w niemal każdym sklepie, to jej kwiatami można się cieszyć tylko jeśli samemu się ją wyhoduje. A naprawdę warto.
Nasza cukinia na grządce właśnie pokryła się kwiatami. Niektórym pozwalamy wyrosnąć na pyszne i młodziutkie warzywa, a pozostałe zjadamy na prowansalską modłę - smażone w cieście.
Składniki (na 10-15 kwiatów, mogą być z zalążkiem malutkiej cukinii na końcu)
100 gr mąki bezglutenowej (u mnie do takich celów mieszanka M&S) lub pszennej
1 jajko (żółtko i białko osobno)
0,5 szkl wody
2 łyżki oliwy z oliwek
Sól i pieprz
Ok. 0,5 l. oleju do smażenia
Do mąki dodajemy żółtko, oliwę, sól, pieprz i dodając stopniowo wodę mieszamy na gładką masę. Odstawiamy na około godzinę. Z kwiatów cukinii usuwamy słupki.
Białka ubijamy na sztywno i delikatnie dodajemy do ciasta.
Rozgrzewamy olej na głębokiej patelni, kwiaty zanurzamy na chwilę w cieście i smażymy po mniej więcej 2 minuty z obu stron, aż będą złote i chrupiące.
Pozwalamy im pozbyć się części tłuszczu na papierowym ręczniku i przed podaniem posypujemy świeżo zmielonym pieprzem do smaku.
Niegdy nie jest ich za dużo!
O ile mi wiadomo, Tygrysy, oprócz brykania rzecz jasna, najbardziej lubią jeść...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez glutenu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez glutenu. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 lipca 2015
środa, 11 lipca 2012
Kubusiowy tort urodzinowy
No dobra, fachowcem od dekoracji w stylu angielskim nie jestem, ale też zadanie sobie postawiłam nie tak bardzo skomplikowane :-)
Z racji Euro mój starszy syn przeżywa niesłabnącą fascynację piłką nożną - zbiera karty z piłkarzami, kopie piłkę jak Lewandowski (w dodatku lewą nogą) i trenuje trafianie do bramki, no i przez cały turniej malował się na twarzy na biało-czerwono :-) Kupiłam więc na wrocławskiej Hali targowej bramki i piłkarzy do dekoracji tortu oraz koszmarnie sztuczny zielony barwnik i postanowiłam zrobić tort-boisko. Nawet wyszło :-)
Tort jest czasochłonny przede wszystkim przez masę-samoróbkę, ale można też w sklepach internetowych dostać gotowe kolorowe masy cukrowe. Jeśli robimy masę sami, trzeba to zrobić kilka godzin wcześniej, zanim się jeszcze zabierzemy za biszkopt.
Przepis na masę cukrową (na średniej wielkości tort)
200 gr pianek marshmallows (białych)
0,5 kg cukru pudru
1-2 łyżki wody
barwnik spożywczy (opcjonalnie - okoliczności zmusiły mnie do użycia zielonego), najwygodniejszy jest chyba barwnik w proszku
Pianki topimy w kąpieli wodnej, jak się troszkę roztopią dodajemy wodę i polowe cukru. Mieszamy niemal cały czas, aż pianki zupełnie się rozpuszczą i połączą z cukrem. Na tym etapie możemy dodać barwnik. Potem masę możemy przełożyć na blat i kiedy trochę przestygnie dodajemy stopniowo resztę cukru, wyrabiając aż masa nabierze konsystencji plasteliny i nie będzie się lepić do rąk. Wyrobioną masę dajemy do lodówki i niech czeka tam, aż reszta ciasta będzie gotowa.
Link do oryginalnego przepisu i wskazówek znajduje się tutaj
Przepis na biszkopt (bezglutenowy)
po 80 gr mąki ziemniaczanej i kukurydzianej
40 gr mąki z amarantusa
6 jajek
120 gr cukru drobnego, lub pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
Piekarnik nastawiamy na 160 stopni. Jajka rozdzielamy, żółtka ucieramy mikserem z cukrem, dodajemy do nich mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia. Białka ubijamy na sztywną pianę i po połowie dodajemy do masy żółtkowej i mieszamy delikatnymi ruchami, tak, żeby w cieście zostało jak najwięcej powietrza. Gotowa masę wylewamy do prostokątnej sporej foremki, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 20 minut w 160 stopniach.
W zasadzie mieszanka mąk bezglutenowych może być dowolna, na pewno dobry biszkopt wychodzi tez mieszanki w równych proporcjach mąki kukurydzianej, ziemniaczanej i ryżowej. Amarantusowej warto dać mniej, bo jest dość "ciężka". W sumie powinno być mąki ok 200 gr.
Do przełożenia potrzebujemy:
0,5 l śmietanki kremówki 36%
owoce (w tym torcie użyłam brzoskwiń z puszki, często używam tez wiśni z kompotu)
kilka łyżek owocowego sosu do lodów i deserów (swój ostatnio znalazłam w Lidlu)
ok 10-15 łyżek soku do nasączenia biszkoptu (tym razem był to syrop z puszki brzoskwiń z dodatkiem wody i soku z połówki cytryny)
Śmietanę ubijamy na sztywno (uwaga, żeby nie przedobrzyć i nie zrobić masła...). Zimny biszkopt przecinamy na pół i obie części nasączamy przygotowaną miksturą. Część dolną smarujemy szczodrze bitą śmietaną (2/3 tego, co mamy), kilkoma łyżkami sosu owocowego, układamy na niej owoce (brzoskwinie pokrojone na nieduże pół-plasterki). Przykrywamy górną częścią i całość z góry i z boku smarujemy pozostałą bitą śmietaną.
Teraz czas na masę cukrową. Trzeba ją rozwałkować, podsypując nieco mąką ziemniaczaną, na cienką warstwę. Potem ostrożnie przenosimy taką "kołderkę"na ciasto, uważając, żeby jej nie zapaprać śmietaną od zewnętrznej strony. Tutaj przydały mi się dodatkowe ręce mężowskie. Wygładzamy, przyciskamy lekko z góry i z boków. Pędzelkiem omiatamy pozostałości mąki ziemniaczanej.
Z kilku łyżeczek cukru pudru, odrobiny wody i soku cytrynowego zrobiłam też lukier, którym namalowałam szczegóły boiska no i ustawiłam bramki, piłkę i piłkarzy.
Z racji Euro mój starszy syn przeżywa niesłabnącą fascynację piłką nożną - zbiera karty z piłkarzami, kopie piłkę jak Lewandowski (w dodatku lewą nogą) i trenuje trafianie do bramki, no i przez cały turniej malował się na twarzy na biało-czerwono :-) Kupiłam więc na wrocławskiej Hali targowej bramki i piłkarzy do dekoracji tortu oraz koszmarnie sztuczny zielony barwnik i postanowiłam zrobić tort-boisko. Nawet wyszło :-)
Tort jest czasochłonny przede wszystkim przez masę-samoróbkę, ale można też w sklepach internetowych dostać gotowe kolorowe masy cukrowe. Jeśli robimy masę sami, trzeba to zrobić kilka godzin wcześniej, zanim się jeszcze zabierzemy za biszkopt.
Przepis na masę cukrową (na średniej wielkości tort)
200 gr pianek marshmallows (białych)
0,5 kg cukru pudru
1-2 łyżki wody
barwnik spożywczy (opcjonalnie - okoliczności zmusiły mnie do użycia zielonego), najwygodniejszy jest chyba barwnik w proszku
Pianki topimy w kąpieli wodnej, jak się troszkę roztopią dodajemy wodę i polowe cukru. Mieszamy niemal cały czas, aż pianki zupełnie się rozpuszczą i połączą z cukrem. Na tym etapie możemy dodać barwnik. Potem masę możemy przełożyć na blat i kiedy trochę przestygnie dodajemy stopniowo resztę cukru, wyrabiając aż masa nabierze konsystencji plasteliny i nie będzie się lepić do rąk. Wyrobioną masę dajemy do lodówki i niech czeka tam, aż reszta ciasta będzie gotowa.
Link do oryginalnego przepisu i wskazówek znajduje się tutaj
Przepis na biszkopt (bezglutenowy)
po 80 gr mąki ziemniaczanej i kukurydzianej
40 gr mąki z amarantusa
6 jajek
120 gr cukru drobnego, lub pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
Piekarnik nastawiamy na 160 stopni. Jajka rozdzielamy, żółtka ucieramy mikserem z cukrem, dodajemy do nich mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia. Białka ubijamy na sztywną pianę i po połowie dodajemy do masy żółtkowej i mieszamy delikatnymi ruchami, tak, żeby w cieście zostało jak najwięcej powietrza. Gotowa masę wylewamy do prostokątnej sporej foremki, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 20 minut w 160 stopniach.
W zasadzie mieszanka mąk bezglutenowych może być dowolna, na pewno dobry biszkopt wychodzi tez mieszanki w równych proporcjach mąki kukurydzianej, ziemniaczanej i ryżowej. Amarantusowej warto dać mniej, bo jest dość "ciężka". W sumie powinno być mąki ok 200 gr.
Do przełożenia potrzebujemy:
0,5 l śmietanki kremówki 36%
owoce (w tym torcie użyłam brzoskwiń z puszki, często używam tez wiśni z kompotu)
kilka łyżek owocowego sosu do lodów i deserów (swój ostatnio znalazłam w Lidlu)
ok 10-15 łyżek soku do nasączenia biszkoptu (tym razem był to syrop z puszki brzoskwiń z dodatkiem wody i soku z połówki cytryny)
Śmietanę ubijamy na sztywno (uwaga, żeby nie przedobrzyć i nie zrobić masła...). Zimny biszkopt przecinamy na pół i obie części nasączamy przygotowaną miksturą. Część dolną smarujemy szczodrze bitą śmietaną (2/3 tego, co mamy), kilkoma łyżkami sosu owocowego, układamy na niej owoce (brzoskwinie pokrojone na nieduże pół-plasterki). Przykrywamy górną częścią i całość z góry i z boku smarujemy pozostałą bitą śmietaną.
Teraz czas na masę cukrową. Trzeba ją rozwałkować, podsypując nieco mąką ziemniaczaną, na cienką warstwę. Potem ostrożnie przenosimy taką "kołderkę"na ciasto, uważając, żeby jej nie zapaprać śmietaną od zewnętrznej strony. Tutaj przydały mi się dodatkowe ręce mężowskie. Wygładzamy, przyciskamy lekko z góry i z boków. Pędzelkiem omiatamy pozostałości mąki ziemniaczanej.
Z kilku łyżeczek cukru pudru, odrobiny wody i soku cytrynowego zrobiłam też lukier, którym namalowałam szczegóły boiska no i ustawiłam bramki, piłkę i piłkarzy.
środa, 27 czerwca 2012
Pavlova z truskawkami
Nieczęsto ma się w domu 5 czy 6 białek, ale jak już się ma, to warto zrobić bezę Pavlovej :-)
Moja najczęściej jest z truskawkami, więc u nas w domu to rodzaj sezonowego deseru. Ale może być z każdymi drobnymi owocami - maliny, marakuja (a właściwie jej miąższ), pokrojone brzoskwinie, jeżyny...
Bazuję zawsze na przepisie Nigelli, ale tym razem zrobiłam nieco inne proporcje - jak dla mnie w oryginalnej wersji jest za dużo cukru. Miałam też 5 białek, a jej przepisy są na 4 albo 6. Z tego, co pamiętam, to w oryginale jest też nieco więcej śmietany. Żeby środek bezy był cudny i piankowy, do ubitych białek dodaje się 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej - u mnie zazwyczaj zastępuje ją mąka kukurydziana, a wczoraj, z braku czegokolwiek innego, musiała być ziemniaczana - efekt jest ten sam, więc nie ma co lecieć do sklepu jeśli nie mamy kukurydzianej.
Składniki:
5 białek
200 gr drobnego cukru (lub cukru pudru)
łyżeczka białego octu
kilka kropli esencji waniliowej
2 łyżeczki skrobi/mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej
szklanka śmietany kremówki (30%)
300 gr truskawek (pokrojonych na ćwiartki lub połówki)
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, blachę wykładamy papierem. Białka ubijamy, kiedy będą już w połowie ubite, po łyżce dodajemy cukier i ubijamy aż masa będzie szklista, lśniąca i gładka. Wtedy możemy dodać ocet, esencję i skrobię/mękę i mieszamy delikatnie (już nie mikserem). Gotową masę wykładamy na wyłożoną papierem blaszkę robiąc kształt jak najbardziej zbliżony do koła (bardziej ambitni mogą sobie to koło wcześniej narysować ;-) ). Wkładamy do piekarnika na środkową półkę i od razu zmniejszamy temperaturę do 150 stopni. Podobno trzeba trzymać tam bezę nieco ponad godzinę, ale to najwyraźniej zależy od piekarnika - u mnie po 50 minutach zazwyczaj jest gotowa. A jest gotowa, kiedy z zewnątrz ma popękaną skorupę, ale przy delikatnym naciśnięciu da się odczuć "giętkość" w środku.
Kiedy beza jest gotowa, wyłączamy piekarnik i uchylamy drzwiczki i tak ją zostawiamy aż ostygnie.Niestety - za każdym razem nawet najpiękniej wyrośnięta beza zacznie przy ochładzaniu się opadać.
Śmietanę ubijamy i wykładamy na ostudzoną bezę (można nakładać śmietanę na wierzch lub przewrócić bezę najpierw do góry nogami), potem układamy pokrojone truskawki. Smacznego!
Moja najczęściej jest z truskawkami, więc u nas w domu to rodzaj sezonowego deseru. Ale może być z każdymi drobnymi owocami - maliny, marakuja (a właściwie jej miąższ), pokrojone brzoskwinie, jeżyny...
Bazuję zawsze na przepisie Nigelli, ale tym razem zrobiłam nieco inne proporcje - jak dla mnie w oryginalnej wersji jest za dużo cukru. Miałam też 5 białek, a jej przepisy są na 4 albo 6. Z tego, co pamiętam, to w oryginale jest też nieco więcej śmietany. Żeby środek bezy był cudny i piankowy, do ubitych białek dodaje się 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej - u mnie zazwyczaj zastępuje ją mąka kukurydziana, a wczoraj, z braku czegokolwiek innego, musiała być ziemniaczana - efekt jest ten sam, więc nie ma co lecieć do sklepu jeśli nie mamy kukurydzianej.
Składniki:
5 białek
200 gr drobnego cukru (lub cukru pudru)
łyżeczka białego octu
kilka kropli esencji waniliowej
2 łyżeczki skrobi/mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej
szklanka śmietany kremówki (30%)
300 gr truskawek (pokrojonych na ćwiartki lub połówki)
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, blachę wykładamy papierem. Białka ubijamy, kiedy będą już w połowie ubite, po łyżce dodajemy cukier i ubijamy aż masa będzie szklista, lśniąca i gładka. Wtedy możemy dodać ocet, esencję i skrobię/mękę i mieszamy delikatnie (już nie mikserem). Gotową masę wykładamy na wyłożoną papierem blaszkę robiąc kształt jak najbardziej zbliżony do koła (bardziej ambitni mogą sobie to koło wcześniej narysować ;-) ). Wkładamy do piekarnika na środkową półkę i od razu zmniejszamy temperaturę do 150 stopni. Podobno trzeba trzymać tam bezę nieco ponad godzinę, ale to najwyraźniej zależy od piekarnika - u mnie po 50 minutach zazwyczaj jest gotowa. A jest gotowa, kiedy z zewnątrz ma popękaną skorupę, ale przy delikatnym naciśnięciu da się odczuć "giętkość" w środku.
Kiedy beza jest gotowa, wyłączamy piekarnik i uchylamy drzwiczki i tak ją zostawiamy aż ostygnie.Niestety - za każdym razem nawet najpiękniej wyrośnięta beza zacznie przy ochładzaniu się opadać.
Śmietanę ubijamy i wykładamy na ostudzoną bezę (można nakładać śmietanę na wierzch lub przewrócić bezę najpierw do góry nogami), potem układamy pokrojone truskawki. Smacznego!
wtorek, 26 czerwca 2012
Zupa z zielonego groszku z pesto
Zresztą, pomyślałam sobie, przecież prawie nikt tu nie zagląda, więc nikogo chyba nie pozbawiam rozrywki :-) Ale wczoraj dowiedziałam się, że ktoś tu jednak od czasu do czasu zagląda ;-) Więc obiecuję solennie, że będę wpisywać przepisy tak często jak się da - na pewno pomoże mi to odzyskać gdzieś zgubioną radość z gotowania! A dziś coś szybkiego, zrodzonego z przypadku i przepisu Nigelli Lawson. Przypadek polegał na tym, że kupiłam w markecie mrożony groszek, ale po przyjściu do domu zapomniałam o nim i cała paczka się rozmroziła. U kogo szukać ratunku w postaci przepisu z dużą ilością zielonego groszku, jak nie u Nigelli właśnie...? Przepis zmodyfikowałam bardzo nieznacznie, dodając do zupy trzy malutkie młode ziemniaki pokrojone w kosteczkę, a zamiast soku z limonki dałam cytrynowy. Smak jest bardzo ciekawy, z delikatnym aromatem pesto. Jutro zobaczymy, czy taka zupa przypadnie do gustu także najmłodszym domownikom.
Składniki:
750 ml wody
350 gr mrożonego zielonego groszku
2 dymki (w całości)
3 małe młode ziemniaki (lub jeden duży), pokrojone w kostkę
łyżeczka soku z cytryny
sól
2 łyżki świeżego pesto, zrobionego z garści liści bazylii, małego ząbka czosnku, kilku orzeszków piniowych, kawałka sera pecorino lub parmezanu i oliwy z oliwek - wszystko rozdrobnione i wymieszane blenderem.
W garnku gotujemy wodę, dodajemy groszek, ziemniaki, dymki w całości, sok z cytryny i sól i gotujemy około 15 minut (tak, żeby warzywa były miękkie. Wyjmujemy dymki, wlewamy wszystko do blendera, dodajemy pesto i ostrożnie miksujemy. Najlepszy jest blender-dzbanek, nakładany na część miksera, najlepiej poradzi sobie z rozdrobnieniem groszku.Zupę na talerzu doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem. Smacznego!
czwartek, 1 grudnia 2011
Risotto alla milanese
I znów coś na fali mojego niesłabnącego od kilku lat zachwytu Włochami – danie które pojawia się u nas w domu bardzo często, najczęściej wtedy, kiedy nie mam zbytnio czasu na gotowanie. Risotto to danie może nie ekspresowe, ale szybkie, a przede wszystkim robi się niemalże samo. Wystarczy co jakiś czas dolać chochelkę bulionu i zamieszać. Dobre jeśli oprócz przygotowania obiadu musimy zrobić w domu coś innego – jest to więc idealny posiłek do przygotowania przez młode mamy (my przecież zawsze mamy coś do zrobienia ;-) ). No i na dodatek risotto samo z siebie jest bezglutenowe. I pyszne!
Najistotniejsze jest, jakiego użyjemy ryżu. Musi być okrągłoziarnisty, o sporej zawartości skrobi – dzięki temu będzie dobrze wchłaniał wodę, ale się nie rozklei. Najlepsze dwie odmiany ryżu do risotto to Arborio i Carnaroli, oba bez problemu dostępne w polskich marketach, niestety są dość drogie, ale warte swojej ceny. Można tez dostać ryż opisany jako „do risotto”, próbowałam kilka razy, skuszona ceną lub po prostu innego w danym sklepie nie było, jednak zauważyłam, że risotto nie wychodzi z niego tak samo dobre pod względem konsystencji jak z Carnaroli.
Ważne też, żeby ryż zalać najpierw kieliszkiem białego wina. Jakiego, to już zdania podzielone. Ja lubię dać półwytrawne, ale widziałam jak Jamie Oliver w jednym ze swoich programów dodawał wermut. Mnie zdarza się również przygotowywać risotto i bez wina, jeśli nie mam go w domu, albo jeśli danie ma jeść mój syn. Ale fakt, to już nie to samo…
Kolejny ważny składnik to bulion. Najlepiej oczywiście mieć zrobiony w domu, aromatyczny bulion z kurczaka i to jego użyć do risotto. Ale nie oszukujmy się, kto ma na to czas… Ja nie mam, a nadprogramowy bulion (jeśli już go mam) wolę użyć do zrobienia zupy, więc często korzystam z dobrej jakości, bezglutenowych kostek bulionowych. Efekt jest jak najbardziej zadowalający.
I ostatni kluczowy element układanki – ser. Kremowości gotowemu risotto nadaje świeżo starty Parmiggiano Reggiano lub Grana Padano (ten drugi nieco tańszy i równie dobry). Absolutnie nie zastępujmy go niczym innym.
Składniki (na dwie głodne osoby):
1 cebula
1,5 szklanki ryżu arborio lub carnaroli
kieliszek półwytrawnego białego wina
2 łyżki masła
łyżka oliwy z oliwek
szczypta szafranu
ok. 1,5 litra bulionu drobiowego
garść świeżo startego parmezanu
sól, pieprz
Cebulę pokroić. Łyżkę masła i oliwę rozgrzać w garnku o grubym dnie i zeszklić na nim cebulę.
Wsypać ryż i poczekać mieszając, aż się zeszkli i podgrzeje. Wtedy wlać wino i poczekać, mieszając co chwilę, aż prawie całe się wchłonie. Solimy. Teraz dolewa się gorący bulion, po jednej chochelce na raz. Z kolejną porcją czekamy aż poprzednia prawie cała zostanie wchłonięta przez ryż (mówi się, że „ryżowi musi chcieć się pić”). Do jednej z porcji bulionu (nie ma specjalnie znaczenia, w którym to będzie momencie) dodajemy rozmiażdżone niteczki szafranu i wlewamy do ryżu, to nada mu charakterystyczny aromat i oczywiście żółty kolor. Postępujemy tak aż do wyczerpania bulionu, mieszając od czasu do czasu, ale nie ciągle. Jeśli nasz ryż jest jeszcze zbyt twardy (powinien być trochę bardziej ugotowany niż „al dente”), możemy uzupełnić potrzebny płyn gorącą wodą. Według „podręczników” risotto powinno być dość rzadkie, „z falą”, ja jednak wolę nieco gęstsze. Tak więc ostateczna ilość płynu zależy od naszych upodobań.
Na koniec dodajemy łyżkę masła i starty parmezan, doprawiamy pieprzem i mieszamy.
Smacznego!
piątek, 18 listopada 2011
Domowy smalec
Jednym z przekleństw diety bezglutenowej, a zarazem jej wielkim błogosławieństwem, jest to, że wielu kupnych rzeczy nam jeść po prostu nie wolno i trzeba je zrobić samemu. Często znajomi pytają mnie (a przynajmniej pytali na początku): "to co ty właściwie możesz jeść?" Odpowiedź brzmi: prawie wszystko! Tylko, że muszę to sobie sama zrobić!
Kupnego smalcu bałabym się jeść, licho wie, co tam jest w środku. Ale taki zrobiony w domu to zupełnie inna sprawa. OK, zgadzam się, to nie jest żadna zdrowa kuchnia, to prawie sam tłuszcz. Ale... No właśnie, ale przecież to jeden ze sztandarowych polskich smaków, szczególnie w jesienno-zimowy, szarobury czas. Nie polecam zjadania całej miski na raz, ale kto z mięsożerców odmówi kromki chleba z domowym smalcem i ogórkiem kiszonym...?
Poniżej podaję przepis na domowy smalec mojej mamy, który uwielbiam miłością bezwzględną, a sama zrobiłam po raz pierwszy. Okazuje się, że jest superprosty. A pyszny gryczany bezglutenowy chleb do niego właśnie rośnie sobie w foremce :-)
Przepis bierze udział w akcji Gotujemy po polsku, organizowanej przez Kuchnię Ireny i Andrzeja. A przynajmniej mam nadzieję, że bierze udział, bo post publikuję dopiero dziś. Ale smalczyk zrobiłam według zasad, wczoraj ;-)
Składniki (na jedną miseczkę)
250 gr słoniny
pół jabłka
2 ząbki czosnku
łyżka suszonego majeranku
Słoninę kroimy w drobniutką kosteczkę i wrzucamy do garnka. Stawiamy na małym gazie i czekamy aż smalec się wytopi, a skwarki nieco się zezłocą. Wtedy dodajemy jabłko obrane ze skórki i pokrojone w grube plasterki (połówkę jabłka dzieliłam na 4-5 części) i nieobrane ząbki czosnku oraz majeranek. Kiedy jabłka będą miękkie, zdejmujemy z ognia i przelewamy do miseczki (najlepiej kamionkowej) i odstawiamy na noc, żeby stężał.
Smacznego!
środa, 9 listopada 2011
Chutney z mango
Zapasów na zimę dużych w tym roku nie robię - kilka słoików letnich pomidorów na zupę, słoiczek dżemu śliwkowo-gruszkowego, przecier jabłkowy(z jabłek z ogrodu) do naleśników i to byłoby wszystko. Ale nie odmówię sobie przyjemności zjedzenia kanapki z wędliną lub pozostałościami po pieczonym kurczaku lub indyku z pysznym, intensywnym chutney'em. Przez ostatnie kilka lat robiłam zawsze co najmniej jeden, w świątecznej tonacji, z jabłkami i żurawinami, według przepisu Nigelli Lawson (przytoczę na blogu, kiedy się za niego wezmę...) Ponieważ piekę w święta całego indyka i zawsze dużo zostaje, w ramach świątecznych przygotowań robię też chutney na po świętach, do indyka właśnie :-) W zeszłym roku z sukcesem poszerzyłam produkcję o chutney z mango. Znalazłam wtedy przepis na jakimś anglojęzycznym blogu, którego już w tym roku nie odnalazłam. Więc zrobiłam chutney na wyczucie i wyszedł przepyszny. Poniżej więc przepis na słonecznie żółty chutney z mango i jabłkami, w sam raz do zimowych kanapek.
Składniki:
1 dojrzałe mango
1 jabłko (szara reneta)
1 cebula
garść rodzynek
łyżka pokrojonego w małą kostkę kandyzowanego imbiru
łyżeczka kurkumy
1/2 szklanki octu jabłkowego
1/2 szklanki cukru
Owoce obrać i pokroić w niedużą kostkę, cebulę kroimy dość drobno. Wrzucamy to wszystko do garnka, zalewamy octem, dodajemy cukier i resztę składników. Można też dodać kilka płatków suszonego chilli, tym razem nie dodałam, ale myślę, że to dobry pomysł.
Gotujemy na wolnym ogniu około godziny. Potem wystarczy spróbować, czy proporcja cukru i octu była dla nas odpowiednia i jeśli tak, załadować gorący chutney do wyparzonego słoika i szczelnie zamknąć. Najlepiej jeśli będzie miał czas poleżeć kilka tygodni, wtedy smak będzie pełniejszy.
Smacznego!
poniedziałek, 31 października 2011
Muffinki na Halloween
Po dniu pełnym wrażeń, widoku zębów wampira, drążenia dyni i przede wszystkim krzyku 4-latka pełnego podekscytowania szybciutko wrzucam przepis na zrobione dziś w pośpiechu (ostatnio wszystko robię w pośpiechu...) muffinki. Przepis wzięłam z książki o nie pozostawiającym wątpliwości tytule "Muffinki", wydanej przez Świat Książki, i tam właśnie noszą one nazwę Muffinek na Halloween z bananem i czekoladą. Zamieniłam tylko mąkę na wersję bezglutenową i maślankę na mleko, bo nie miałam tej pierwszej w domu. Niestety na piękną dekorację w pajęczą sieć nie starczyło mi już czasu... Ale zrobić trzeba było,żeby uniknąć psikusa :-)
Przepis jest na standardową formę na 12 muffinek.
Składniki suche:
250g mąki bezglutenowej
2 łyżki siemienia lnianego
2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
50 gr czekolady (mlecznej lub gorzkiej, wedle gustu i uznania) - starte na tarce
Składniki wymieszać ze sobą.
Składniki mokre:
2 jajka
70g cukru brązowego
4 łyżki oleju
90ml mleka (lub maślanki)
1 banan (rozciapciany widelcem i skropiony łyżeczką soku z cytryny)
Jajka ubijamy z cukrem, dodajemy resztę składników i mieszamy. Składniki mokre wlewamy do suchych i mieszamy chwilkę aż całość będzie wilgotna. Masę wkładamy do wyłożonych papilotkami formy na muffiny i pieczemy 20 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni.
wtorek, 4 października 2011
Pieczone warzywa marynowane w oliwie
Coś na ostatnie tchnienie lata. Pyszne jako akompaniament do opiekanego chleba posmarowanego czosnkiem. Niestety trzeba się przy tym trochę narobić, ale ponieważ wychodzi z tej ilości jakieś 6-8 słoików, możemy od razu zrobić komuś miły kulinarny prezent :-)
Przepis pochodzi z tegorocznego specjalnego numeru magazynu "Cuisine et Vins de France",który brat przywiózł mi z tegorocznego wyjazdu do Douce France (razem z kilkoma paczkami bezglutenowych ciastek...) Proporcje trochę zmodyfikowałam i dałam mniej cukinii, ale poniżej podaję oryginalny przepis.
Składniki na 6-8 słoików
3 czerwone i 2 żółte papryki
3 cukinie (małe)
2 bakłażany
6 ząbków czosnku
pęczek dymki z małymi cebulkami
6 podłużnych pomidorów
400 ml oliwy z oliwek extra vergine
3-4 gałązki tymianku
2-3 gałązki rozmarynu
sól, pieprz
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wyłożyć blaszkę papierem aluminiowym, na nim położyć umyte papryki i ząbki czosnku. Po 15 minutach wyjąć czosnek, a papryce dać jeszcze 20 minut pieczenia. Po wyjęciu z piekarnika należy je włożyć do plastikowej torebki i dać im ostygnąć, wtedy będzie łatwiej zdjąć z nich skórkę. Kiedy ostygną, obrać je, wyjąc pestki i pokroić w szerokie podłużne pasy.
Bakłażany i cukinie pokroić w dość grube plastry, pomidory i cebulki przekroić wzdłuż na pół. Wszystkie te warzywa wyłożyć na blachę i skropić odrobina oliwy, posolić i popieprzyć a następnie wstawić do piekarnika. Pomidory wyjąć po 5 minutach, pozostałym warzywom dać kolejne 5 minut.
Kiedy wszystkie warzywa wyjdą już z piekarnika, wkładamy je po równo do wyparzonych słoików, dodajemy po trochu tymianku i rozmarynu i zalewamy oliwa z oliwek. Zamykamy słoiki i odstawiamy na 48 godzin w chłodne miejsce.
Przepis nie każe pasteryzować, więc tak przygotowanych słoików nie można trzymać zbyt długo, warzywa są raczej do jedzenia "na bieżąco" i lepiej przechowywać je w lodówce.
piątek, 9 września 2011
Dorsz pod zieloną kołderką
Za oknem robi się jesiennie szaro-buro, a w kuchni ZIELONO :-)
Niedawno robiąc zakupy w Almie przez internet kupiłam coś, co nazywa się mrożonym filetem z dorsza. Nie przyjrzałam się zbyt dobrze opakowaniu. Kiedy przyjechało, okazało się, że to po prostu znana mi aż za dobrze z dzieciństwa (i znienawidzona) "ryba w kostce". I coś z tym klopsem trzeba było zrobić. I tak przez przypadek wyszło mi super danie, zdrowe, pełne warzyw i łatwe do przygotowania.
Składniki:
300-400 g filetów z dorsza (robię to często z mrożoną ryba, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby użyć świeżej)
1 por
1 brokuł
1 łodyga selera naciowego
garść liści młodego szpinaku
pęczek natki pietruszki
3 czubate łyżki bezglutenowej bułki tartej
0,25 szkl bulionu
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
3 łyżki masła
Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
Pora dokładnie umyć i oczyścić (używamy tylko białej i jasnozielonej części), przekroić wzdłuż na pół i potem w półksiężyce. Brokuła umyć i pokroić w jak najmniejsze się da różyczki. Selera naciowego pokroić na małe kawałeczki. Pietruszkę posiekać, liście szpinaku pokroić.
Na patelni zeszklić pora i seler. Po chwili dodać brokuły i szpinak. Kiedy wszystko już jest gorące dodać bułkę tartą i dokładnie wymieszać. Dolać bulion, który wszystko zwiąże i doda esencjonalnego smaku. Na koniec przyprawić pietruszką, solą i pieprzem oraz gałką muszkatołową.
Rybę ułożyć w żaroodpornym naczyniu, posolić, posypać świeżo mielonym pieprzem (ideałem jest pieprz cytrynowy) i przykryć kołderką z zielonych warzyw. Wstawić do piekarnika na 30-40 minut. Podawać z ryżem ugotowanym na sypko.
niedziela, 4 września 2011
Tarta Tatin
Nazwa tej nietypowej tarty, pieczonej do góry nogami, pochodzi od nazwiska sióstr Tatin, właścicielek restauracji w Lamotte-Beuvron, które to przyrządziły ją po raz pierwszy. Jak sporo innych pyszności, to ciasto powstało przez przypadek, kiedy jedna z sióstr postanowiła "naprawić" przypalona tartę z jabłkami nakładając na nią warstwę ciasta i piekąc kolejny raz. Teraz to jeden z najbardziej znanych francuskich deserów i chluba regionu Sologne. Podaje się ją na ciepło lub na zimno, najczęściej z kulką lodów waniliowych.
Przepis poniżej jest mieszanką różnych inspiracji i przepisów: proporcje wzięłam częściowo od Julii Child, pomysł na przygotowanie jabłek w karmelu od Anne Burrell z Kuchni.tv, a bezglutenowe kruche ciasto zrobiłam na wyczucie. Jeśli chcecie zrobić wersję glutenową, nie dodawajcie do ciasta siemienia lnianego, wykorzystajcie po prostu swój wypróbowany przepis na słodkie ciasto kruche. W przepisie podaję masło, ale, jeśli trzeba, można je swobodnie zamienić na margarynę. Z racji bezmlecznej diety matki karmiącej tak właśnie musiałam zrobić tym razem.
Uwaga - tę tartę najwygodniej jest piec na patelni, wygodne są patelnie Tefala z odpinanymi rączkami, można ich używać na kuchence i w piekarniku. Podany przepis jest na patelnię wielkości standardowej formy do tarty.
Ciasto:
120 g mąki bezglutenowej (u mnie tym razem M&S)
30 g mąki kukurydzianej
75 g zimnego masła
50g cukru
łyżeczka mielonego siemienia lnianego
szczypta soli
1 jajko
kilka łyżek lodowatej wody (może być z roztopionej kostki lodu)
Masło pokrojone na kawałki wrzucić do robota kuchennego z założoną plastikową nakładką do rozdrabniania, dodać mąkę, siemię, cukier i sól, zmiksować trybem pulsacyjnym aż będzie przypominało mokry piasek. Dodać jajko i zmiksować jeszcze raz. Jeśli ciasto nie łączy się w kulę po dodaniu jajka, dodajemy po łyżeczce wody i miksujemy aż zacznie się z niego formować kula. Wyjmujemy, szybo zagniatamy ręką i wałkujemy między dwoma warstwami papieru do pieczenia. Mamy mieć okrąg wielkości patelni, której potem będziemy używać do tarty. rozwałkowane ciasto wkładamy do lodówki i zajmujemy się jabłkami.
Jabłka:
3 duże twarde jabłka (takie które się nie rozlecą pod wpływem pieczenia - Julia Child używa Golden Delicious, niektórzy polecają renety, ja użyłam "no name'ów", ważne żeby były dośc twarde i soczyste), obrane i pokrojone w plasterki grubości 0,5 cm
0,5 szkl cukru
0,5 szkl wody
0,25 szkl soku jabłkowego
50 g masła
cynamon
ew. trochę cukru brązowego, jeśli jabłka są kwaśne
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni.
Na patelnię, w której potem będziemy piec wsypujemy cukier i wlewamy wodę i stawiamy na niewielkim gazie. Czekamy aż zrobi się karmel. Kiedy karmel jest złoty, wlewamy na patelnię sok jabłkowy i mieszamy, żeby rozpuścić wszystkie karmelowe grudki. Kiedy mikstura na patelni ma konsystencję niezbyt gęstego syropu, dodajemy do niej masło (kawałek po kawałeczku, tak, żeby zrobiła się ładna emulsja). Wkładamy do tego sosu pokrojone jabłka, mając na uwadze, że to właśnie jabłka będą na górze tarty kiedy ją podamy, starajmy się ładnie je ułożyć. Smażymy je w maślanym karmelu około 15 minut. Jabłka powinny zmięknąć, a mikstura trochę odparować.
Kiedy jabłka są już gotowe, posypujemy je odrobiną cynamonu (dosłownie szczyptą) i ewentualnie brązowym cukrem, jeśli nie użyliśmy słodkich jabłek. Kładziemy wyjęty z lodówki płat ciasta i wkładamy do piekarnika na 20-30 minut, aż ciasto się zezłoci.
Wyjęte z piekarnika ciasto musi trochę ostygnąć (na tyle, żebyśmy mogli złapać za patelnie-foremkę). Kładziemy na niej dużą drewnianą deskę i trzymając jedną ręką deskę a drugą dno patelni, przewracamy do góry nogami. Ciasto powinno samo się przełożyć na deskę. Kto może niech położy obok kawałka ciasta kulkę lodów waniliowych lub bitą śmietanę, czy krem z serka mascarpone :-)
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Kremowa zupa pomidorowa z sosem bazyliowym
Kolejny smak lata - kremowa zupa ze świeżych pomidorów, czyli jeden z tysiąca sposobów na pomidorówkę. Ta jest w tonacji włoskiej, z "niby-pesto" - prostym sosem z bazylii, oliwy i czosnku. Słodka, aromatyczna i z charakterem. A przy tym wręcz ekstremalnie prosta!
Składniki:
1,5 kg pomidorów Lima
1 cebula
2 łyżki masła
sól, pieprz
łyżeczka cukru
łyżeczka suszonego oregano
pęczek bazylii
ząbek czosnku
oliwa z oliwek
Pomidory umyć, sparzyć, obrać ze skórki i pokroić na ćwiartki. Cebulę pokroić w kostkę (niezbyt drobną, szkoda energii - i tak będziemy wszystko miksować) i zeszklić w garnku na maśle. Dodać pomidory i mieszając od czasu do czasu gotować aż pomidory zamienią się w gęsty sos, przyprawić solą, pieprzem, cukrem i oregano. Niech się pogotuje kilka minut. W tym czasie w małym mikserze zmiksować bazylię z czosnkiem, stopniowo dodając oliwę aż osiągnie konsystencję gęstego sosu, posolić i popieprzyć do smaku.
Zupę miksujemy blenderem, wielbiciele sportów ekstremalnych mogą ją dodatkowo przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się pestek. Ja nie zawsze mam na to czas i szczerze powiedziawszy nie przeszkadzają mi one wcale :-)
Zupę podawać polaną oliwą z oliwek i z kleksem zielonego bazyliowego pesto. Ja następnym razem dodam też czosnkowe grzanki z bezglutenowego chleba... ;-)
sobota, 20 sierpnia 2011
Chrupiące kawałki kurczaka z sosem musztardowym
Czyli po prostu chicken nuggets, ale uwaga - te zrobione w domu nie mają nic wspólnego z fast foodem. Są chrupiące, delikatne i zdrowe, bo z dobrej jakości mięsa i przygotowywane w piekarniku bez tłuszczu. Z wyrazistym sosem musztardowym tworzą pyszną kombinację. Podaję je z pieczonymi ziemniakami, które, pokrojone w kostkę, pieką się w piekarniku obok kurczaka, i z sałatą z sosem winegret.
W poniższej wersji kawałki kurczaka marynuję w oliwie z przyprawami, można też zanurzyć je na noc w kąpieli z maślanki (tego zrobić niestety nie mogę z racji chwilowej diety bezmlecznej), to sprawi, że kurczak staje się jeszcze delikatniejszy.
Składniki (na 2 osoby)
2 filety z kurczaka (wolnobiegającego lub ekologicznego)
2 łyżki oleju lub oliwy (taki jak lubimy, może być neutralny lub z dodatkiem wyrazistego smaku, np. sezamowego)
pół łyżeczki curry
łyżeczka soli Maldon (w płatkach), lub pół łyżeczki soli drobnoziarnistej
szklanka płatków kukurydzianych (bezglutenowych)
jajko
Sos musztardowy:
2 łyżki masła
łyżka mąki bezglutenowej
pół szklanki bulionu (z braku świeżego bulionu może być dobry bezglutenowy bulion z kostki)
4 łyżeczki musztardy sarepskiej
łyżka miodu, złotego syropu lub dżemu morelowego
sól, pieprz i cukier do smaku
Kurczaka pokroić na kawałki o wielkości "na dwa kęsy", około 1 cm na 2-3 cm. Włożyć do miseczki, zalać olejem, dodać curry i sól, wymieszać, miseczkę przykryć warstwą folii spożywczej i odłożyć na noc.
Następnego dnia nagrzać piekarnik do 200 stopni. Płatki kukurydziane pokruszyć (najlepiej wysypać je na ściereczkę, złożyć ją i wyżyć się na nich wałkiem). Jajko rozbełtać. Moczyć kawałki kurczaka w jajku i obtoczyć w płatkach kukurydzianych. Układać je jeden obok drugiego w naczyniu żaroodpornym, musi być ich tylko jedna warstwa. Posypać świeżo mielonym pieprzem i wstawić do gorącego piekarnika na około pół godziny.
W tym czasie przygotowujemy szybki sos:
Z masła i mąki robimy zasmażkę, rozprowadzamy bulionem, dodajemy musztardę, sól, pieprz, cukier i miód/syrop/dżem. Używam do tego sosu takiego słodkiego dodatku, żeby dodać mu hmmm, nie wiem sama, chyba pewnej głębi i trochę go "nabłyszczyć". Preferuję miód, reszta to zastępnik, ponieważ na razie miód jest na mojej liście zakazanych produktów (z powodu karmienia maluszka - alergika). Jeśli sos jest za gęsty dodajemy jeszcze trochę bulionu lub wody. Powinien być na tyle gęsty, żeby utrzymać się na kawałkach mięsa, które będą w nim maczane. Sos po ostygnięciu jest gotowy do podania.
Bon appetit!
piątek, 19 sierpnia 2011
Leczo
Obowiązkowe co najmniej kilka razy w ciągu lata, pachnące świeżą, dojrzałą papryką i aromatyczną kiełbasą. Doskonałe także dzień po przygotowaniu, więc całe szczęście, że wychodzi go zawsze ogromny gar :-)
Składniki:
2 cebule
4 papryki w różnych kolorach
2 średnie cukinie lub kabaczek
2 ząbki czosnku
3 puszki pomidorów
oliwa do smażenia
400 gr ulubionych cienkich kiełbasek
sól, pieprz, zioła prowansalskie (około łyżki)
Warzywa kroimy, cebulę szklimy w dużym garze na oliwie, dodajemy papryki i dusimy przez chwilę. Dodajemy cukinię lub kabaczek, czosnek i przyprawy, znowu dusimy chwilę. Na koniec do gara idą pomidory. Wszystko zostawiamy pod przykryciem na malutkim ogniu. Po kwadransie dodajemy pokrojone kiełbaski (można je przedtem podsmażyć) i znowu zostawiamy co najmniej na kwadrans, żeby się przegryzło. U mnie w domu podane z ryżem znika w zastraszającym tempie, tak, że do odgrzania na drugi dzień nie zostaje dużo :-)
niedziela, 7 sierpnia 2011
Faszerowane bakłażany
Pomysł pochodzi z Kulinarnego Atlasu Świata, z zeszytu dotyczącego kuchni południowej Francji.
Zamiast świeżego pomidora i soku pomidorowego, które są w oryginalnym przepisie (ponieważ soku pomidorowego nie miałam) użyłam po prostu puszki pomidorów krojonych, które odsączyłam na sitku - tym sposobem miałam potrzebny sok i pokrojonego pomidora :-) Można zamiast tego rozwiązania użyć pokrojonego w kostkę średniej wielkości pomidora i pół szklanki soku pomidorowego.
Przepis mówi, żeby piec bakłażany 30-40 minut, ale po takim czasie były miejscami twardawe. Potrzymałabym je jakieś 10 minut dłużej, żeby były kremowe, prawie jak kawior z bakłażana.
Składniki:
2 bakłażany
2 małe cebule (lub szalotki)
ząbek czosnku
puszka pomidorów krojonych
dwie szklanki ugotowanego na sypko ryżu długoziarnistego
łyżeczka oregano
sól, pieprz,
natka pietruszki lub bazylia do posypania
oliwa z oliwek
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Bakłażany przekroić wzdłuż na pół, wydrążyć miąższ zostawiając centymetrową "ściankę" przy skórce, posolić i odstawić na bok. Miąższ pokroić w kostkę.
Pomidory odsączyć na sitku, tak aby sok mieć w miseczce a pokrojonego pomidora na sicie.
Na patelni rozgrzać oliwę, zeszklić pokrojoną drobno cebulę, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i miąższ bakłażana oraz pomidora. Dusić aż bakłażan będzie miękki. Dodać ryż, przyprawić solą, pieprzem i oregano.
Papierowym ręcznikiem osuszyć połówki bakłażanów, nasmarować je oliwą i napełnić je farszem. Ułożyć je w naczyniu żaroodpornym i polać sokiem pomidorowym, wstawić do piekarnika na 45-50 minut. Po wyjęciu posypać natką lub bazylią, albo mieszanka jednego i drugiego.
piątek, 5 sierpnia 2011
Brzoskwiniowe crumble z płatkami owsianymi
Dojrzały brzoskwinie, moje chyba ulubione owoce. Ponieważ drzewo w ogródku dostarcza codziennie niezłej porcji słodkich i zarumienionych pluszowych cudeniek, to one królują teraz w mojej kuchni.
Crumble można zrobić właściwie z każdego rodzaju owoców (bardzo lubię na przykład wersję "zimową", z mrożonej mieszanki czerwonych owoców). Poniższa wersja jest typowo letnia - z brzoskwiniami z puszki crumble nie będzie tak cudownie aromatyczne.
Składniki (na jedną porcję)
Owoce:
1 duża lub 2 mniejsze brzoskwinie, pokrojone w kostkę
łyżeczka mąki kukurydzianej
łyżeczka cukru
kilka kropel esencji waniliowej
Wszystko mieszamy i wkładamy do kokilki do zapiekania
Kruszonka:
łyżka mąki bezglutenowej
łyżka płatków owsianych Provena (bezglutenowe)
łyżka brązowego cukru
łyżka zimnego masła
Ze składników robimy kruszonkę (dobrze jeśli część jest jak mokry piasek, dość drobna, a część to większe grudki) i posypujemy nią owoce w kokilce. Zapiekamy około pół godziny w piekarniku nagrzanym do 180 stopni aż kruszonka stanie się apetycznie złota. Można podać z kulką lodów waniliowych, ale to już rozpusta... :-)
środa, 25 maja 2011
Placki śniadaniowe z ricottą (bez glutenu)
Przyszło lato, więc częściej zaglądam teraz do książki Nigelli Lawson "Forever Summer" ("Lato w kuchni przez okrągły rok"). No właśnie, niby przez okrągły rok, ale mi jednak ta książka się nieodłącznie kojarzy tylko z ciepłą porą roku. No i szukając pomysłu na kolację (padło na krewetkowe curry z Mauritiusa) znalazłam przepis na dzisiejsze śniadanie - pyszne placki z stylu "pancakes" z serkiem ricotta. Coś na wpół drogi między amerykańskimi naleśnikami a sernikiem. Fantastycznie pasują do truskawek, którymi teraz się objadam bo lada dzień już nie będę mogła :-)
Przepis pochodzi z książki Nigelli, jedyne co zmieniłam, to dodałam do ciasta trochę cukru i nie smażyłam na oleju z orzeszków ziemnych, bo nie miałam go w domu. No i oczywiście mąka została zastąpiona mieszanką bezglutenową. Wyszły super puszyste, nietypowa mąka była tylko lekko wyczuwalna. Ogólnie rzecz biorąc, pyszne śniadanie na majowy ranek. Z okazji placków syn poszedł dziś nawet później do przedszkola ;-)
Składniki
250 gr serka ricotta
125 ml mleka
2 jajka
100 gr mąki (u mnie bezglutenowa mieszanka M&S)
1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia
szczypta soli
łyżka cukru
olej do smażenia
Do podania : 250 gr truskawek, syrop klonowy
W jednej misce mieszamy na gładką masę serek, mleko i żółtka (białka odkładamy do drugiej miski). Dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i cukrem, mieszamy na gładko. Białka ubijamy i dodajemy do reszty mieszając delikatnie.
Smażymy placki na małej ilości oleju (mniej więcej 2 łyżki ciasta na placek) aż będą złociste z obu stron (około minuty na stronę).
Podajemy polane syropem klonowym i w towarzystwie pokrojonych na ćwiartki truskawek.
wtorek, 24 maja 2011
Najszybsze na świecie - ucierane ciasto z owocami (bezglutenowe)
Nic odkrywczego, to najszybsze i najłatwiejsze ciasto na świecie. Zawsze szperałam w sieci w poszukiwaniu przepisu do przerobienia na wersje bezglutenową i nigdy go nie zapisałam. Pora więc zapisać to co wyszło z prób i błędów i mieć w swoim archiwum. Uwielbiam je najbardziej w wersji majowej, z rabarbarem i z truskawkami :-) Jest delikatne, puszyste, nie do odróżnienia od klasycznego ciasta z maki pszennej. Mniam!
Składniki:
pół kostki (100 gr) miękkiego masła
szklanka drobnego cukru
2 jajka
1,5 szklanki maki bezglutenowej (M&S)
1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowego)
2 łyżki mleka
kilka łodyg rabarbaru pokrojonego na małe kawałki, trochę truskawek przekrojonych na pół - proporcje owoców według uznania (samego rabarbaru wystarczą 4 łodygi).
cukier puder do posypania
Masło utrzeć mikserem z cukrem, dodawać po jednym jajku i utrzeć na gładka masę. Dalej ucierając dodać mąkę i mleko.
Blaszkę (moja ma 26x19 cm, to porcja na małą formę) wyłożyć papierem do pieczenia i nałożyć ciasto - jest dość gęste, więc trzeba mu trochę "pomóc" łyżką. Na wierzchu gęsto rozsypać kawałki owoców.
wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec około 45 minut, sprawdzić patyczkiem czy już jest gotowe i ewentualnie zostawić jeszcze na chwilę.
Jeszcze ciepłe posypać łyżką przesianego cukru pudru.
upiekłam przed chwila i już zjadłam prawie połowę, z trudem powstrzymuję się, żeby zostawic coś rodzinie... Do tego chyba nawet ciąża mnie nie upoważnia ;-)
piątek, 22 kwietnia 2011
Babka piaskowa bezglutenowa

Na próbę zrobienia bezglutenowej babki drożdżowej się jeszcze nie zdobyłam, ale jakąś babkę koniecznie chciałam zrobić na Wielkanoc.
Przepis pochodzi z forum Stowarzyszenia od Kasi-mamy (link do oryginalnego przepisu jest tutaj).
Moją jedyną zmianą było użycie w całości domowej roboty cukru waniliowego (zmieszany drobny cukier z laskami wanilii i przechowywany w słoju, pięknie pachnie!) i dodanie odrobiny soku z cytryny i skórki cytrynowej.
Składniki:
-2 jajka
-3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
-1/2 szklanki domowego cukru waniliowego
-1/2 kostki masła
-1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
- łyżka soku i skórka starta z połowy cytryny
Rozpuścić masło i zostawić do ostudzenia. Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą kremową masę, dodać przesianą mąkę ziemniaczaną, proszek do pieczenia, sok i skórkę z cytryny i wymieszać razem mikserem. Powoli dodawać ostudzone masło. Ubić pianę z białek i dodać do masy, delikatnie wymieszać i wlać do niedużej formy na babkę wysmarowanej masłem. Piec w temperaturze 180 stopni przez około pół godziny. Jeśli góra za szybko zacznie się rumienić, przykryć ją folią aluminiową.
środa, 20 kwietnia 2011
Fish & chips (bez glutenu)

Zgodnie z tradycją powinnam była podać rybę i frytki zawinięte w gazetę, albo co najmniej w kartonowym pudełku :-)
Werdykt mojej brytyjskiej drugiej połówki kolejny raz był bardzo obiecujący, przepis zasługuje więc chyba na utrwalenie.
Składniki:
ok. 350 gr filetów z dorsza (najlepiej bez ości)
3/4 szklanki mąki bezglutenowej (u mnie Marks&Spencers)
1/4 łyżeczki gumy ksantanowej
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 jajko
łyżka białego octu winnego
mleko zmieszane z wodą (pół na pół), ok 3/4 szklanki
olej do smażenia
Ciasto robi się tak jak ciasto naleśnikowe - suche składniki w jednej misce, mokre w drugiej, potem mieszamy jedne z drugimi na gładką masę. Ciasto musi być gęste, żeby nie spłynęło z filetów ryby, musi się na nim, brzydko mówiąc, "oblepić". Podana przeze mnie ilośc płynu powinna być akurat, ale zależy to od rodzaju mąki, więc lepiej nie wlewać całej mokrej mieszanki od razu (ciasto jest łatwiej rozcieńczyć niż potem zagęścić...), lub ewentualnie, jeśli jest za gęste, dolać troszkę wody, aż do otrzymania pożądanej konsystencji.
Filety umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem, przekroić na takie kawałki na jakie mamy ochotę i posolić. Rozgrzać olej na patelni (powinno być go sporo, to w żadnym wypadku nie jest danie mało kaloryczne...), filety zamoczyć w cieście, żeby były jak najdokładniej pokryte jego warstwą i smażyć na oleju z obu stron aż obie strony staną się złote a ryba w środku się usmażć. Odłożyć na ręcznik papierowy.
W tym samym czasie przygotowujemy frytki, albo gotowe w piekarniku, albo robimy sami z pokrojonych ziemniaków i smażymy w oleju (szczęśliwcy mogą skorzystać z frytkownicy - ja na razie nie mam na nią miejsca...).
Tradycyjnie fish & chips polewa się octem malt vinegar, który niestety zawiera gluten (ze słodu jęczmiennego). Przyznam, że mi zajęło trochę czasu zanim się przekonałam, że ocet tu naprawdę pasuje. Z tym, że jako bezglutenowiec używam białego octu winnego lub jabłkowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
